Newsy

Wyznajemy.pl założyło kanał na YouTube. Osiągnie sukces czy upadnie?

Wyznajemy

Właściwie największą zaletą, może będącą jednym z celów utworzenia Wyznajemy w wersji czytanej, jest także ułatwienie poznawania historii z serwisu niewidomym.

Wyznajemy.pl to bardzo popularny serwis, który udostępnia anonimowe, wywołujące u czytelników całą gamę emocji historie, i robi to w różnoraki sposób. Prawie 700 tysięcy polubień fanpage’a na Facebooku, a od kilku do kilkudziesięciu tysięcy lajków pod każdym postem będącym, jak na internetowe realia, bardzo długim tekstem. Oprócz Facebooka, Wyznajemy działa także na swojej własnej stronie internetowej, na Instagramie, a od kilku dni także i na… YouTube. Czy ma to swój sens i szanse na powodzenie, czy jednak mamy tu do czynienia tylko z marną próbą wyciśnięcia większej ilości pieniędzy? W tym artykule postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

Czytane wyznania

Wyznajemy posiada niemały ruch na swoim fanpage’u, który zyskuje poprzez charakterystyczny dla mediów społecznościowych efekt góry śnieżnej powodowany przez lajki. Każde polubienie jednej z tych zabawnych, smutnych, żenujących czy z rzadka pouczających historii sprawia, że spora część znajomych osoby, której spodobał się dany post, także go zobaczy. Tak działa Facebook, dla większości jest to całkiem oczywiste. Gdy coś jest dobre, ludzie chcą się tym podzielić – generują ruch.

Założyciele postanowili rozdmuchać popularność profilom założonym także na innych platformach, zapewne licząc na podobny obrót spraw, dołożenie do puli kolejnych odsłon. Nie powinno to być niczym dziwnym, zważywszy na fakt, że każdy chce zarobić jak najwięcej. Zwykła próba poszerzenia swojej działalności i wpływów. Teraz przyszła pora na założenie kanału, na którym wyznania są czytane przez lektora, a na wideo przewija się tekst. Szczerze powiedziawszy, nie brzmi to zbyt dobrze czy profesjonalnie i chyba większość zgodzi się ze mną, że czymś naprawdę wartym uwagi, byłyby fabularne ekranizacje owych wyznań. Na razie jednak nic nie wskazuje na wprowadzenie takiego pomysłu w życie.

Czy kanał Wyznajemy może się wybić?

Jest to dość interesujące pytanie. Biorąc pod uwagę fakt, że wszelkie inne od zwyczajnego postu na Facebooku (takiego jak ten) formy udostępniania wyznań mają raczej niższą liczbę polubień, nie są tak skuteczne, to kanał nie powinien mieć większych szans na rozrost na dużą skalę. Z punktu widzenia zwyczajnego czytelnika jest niepraktycznym słuchać historii, gdyż z reguły szybciej jest przeczytać ją samemu. To samo z koniecznością kliknięcia w link. Podczas przeglądania tablicy lwiej części internautów po prostu nie chce się przechodzić na inną stronę, żeby coś przeczytać czy obejrzeć. Jednakże, wszystko to jest tylko na pierwszy rzut oka.

Dwa filmiki z wyznaniami wrzucone kilka dni temu mają już po ponad 100 tysięcy wyświetleń, co obala te pobieżne przypuszczenie o niepowodzeniu formatu. Może to algorytmy, może przypadek, może chwilowa ciekawość „jak też wygląda to Wyznajemy na YouTube”, a może po prostu sukces tego pomysłu? Pójdźmy nieco dalej i pomyślmy co mogłoby przysporzyć popularności takiemu kanałowi.

Specyfika internetu, lenistwo i wsparcie dla niewidomych

3 skrótowo ujęte powody, przez które nie można kategorycznie stwierdzić, że start kanału Wyznajemy był niewypałem. Szczerze powiedziawszy, to właśnie one mogą sprawić, że na przekór opiniom ten podbije internet.

Ile filmów, wydawałoby się bezsensownych, którym, dajmy na to w telewizji, trudno byłoby wzbudzić zainteresowania szerszej publiczności, stało się viralami? O sukcesie może zadecydować sam portal podsuwając użytkownikom dany film jako polecany i tym samym napędzając mu popularność wspomnianym wcześniej efektem kuli śnieżnej. Ten mechanizm zadziałał chociażby w przypadku najpopularniejszego kanału na świecie ostatnich dni, czyli MrGear, którego prowadzący wpadł na pomysł, aby przecinać różnorakie przedmioty nożem rozgrzanym do 1000 stopni Celsjusza. Niby nic, niby banał, a jednak ludzka ciekawość i algorytmy YouTube sprawiły, że ten kanał przyrostem subskrypcji i wyświetleń konkurował w grudniu z PewDiePie’em.

Trzeba też zauważyć, że nie wszyscy użytkownicy YouTube posiadają konto na Facebooku i niektórzy z nich mogą nie znać Wyznajemy, więc poznając je w formie wideo, okaże się to dla nich czymś zupełnie nowym. Z internetem bywa różnie. I to dlatego już tylko ten powód mógłby okazać się jedynym determinantem sukcesu tego kanału.

Mamy XXI wiek przepełniony technologią i może nie jest to rzeczywistość z filmu Wall-E, ale ludzie bywają naprawdę leniwi. TLDR? „Too long, don’t read” – „za długie, nie czytam” nierzadko spotykane jako komentarz do dłuższych niż akapit tekstów. Oczywiście nie można powiedzieć, że każdy, kto wolałby wysłuchać wyznania, zamiast je przeczytać, to leniwiec. Dla innych to praktyczny sposób na robienie więcej niż jedną rzecz na raz. Faktem jest jednak, że bywamy przerażająco leniwi. Sprawność poruszania się po sieci sprawiła, że czekanie na coś kilka sekund dłużej lub konieczność czytania większej ilości tekstu jest bardzo niepożądana.

Właściwie największą zaletą, może będącą jednym z celów utworzenia Wyznajemy w wersji czytanej, jest także ułatwienie poznawania historii z serwisu niewidomym. I choćby dla tej jednej funkcji warto, żeby ten kanał istniał. Nawet, jeśli nie odniósłby większego sukcesu.

Przyszły duży kanał, lub niewielkie rozszerzenie serwisu

Podsumowując, z pozoru kiepski pomysł, może mieć jednak szanse na sukces. Po wyświetleniach i częstym lądowaniu w karcie „Na czasie” wszystko się na to zapowiada mimo tego, że ilość łapek w dół i negatywne komentarze nie wskazują na nadmierną sympatię ze strony widowni. Nieważne czy kanał okaże się hitem, czy posłuży tylko jako dodatek do serwisu, jego istnienie ma swój sens. Może i znalazłoby się więcej powodów, przez które mógłby stać się popularny, ale już tych parę pokazuje, że jest spore prawdopodobieństwo takiego obrotu spraw. Za jakiś czas wszystko się okaże.

Dodaj komentarz

Najpopularniejsze

Wszystko o polskiej scenie YouTube.

© 2016 - vStars.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone. Sekretarz redakcji - Ksawery Tyzo.

To Top