Wywiady

Wartość treści w internecie – wywiad z Mattem Olechem

Hordy młodzieży szukają w internecie mocnych wrażeń, odskoczni, która niczym gaz w powietrzu miesza się wśród rzeczywistości wirtualnej przechodząc w rzeczywistość zupełną. Kopiujemy zachowania YouTuberów, przesuwamy granice przyzwoitości, do naszego słownika dodajemy coraz więcej bluzgów.

Hordy młodzieży szukają w internecie mocnych wrażeń, odskoczni, która niczym gaz w powietrzu miesza się wśród rzeczywistości wirtualnej przechodząc w rzeczywistość zupełną. Kopiujemy zachowania YouTuberów, przesuwamy granice przyzwoitości, do naszego słownika dodajemy coraz więcej bluzgów.

Sytuacją idylliczną oczywiście byłaby ta, w której nie chcielibyśmy oglądać wulgarnych treści opartych na tyranizowaniu jednej osoby, lub grupy ludzi. Gdybyśmy nie nabierali się na lśniące tytuły żerujące na płaskich emocjach, dzikich instynktach i przesadnej ciekawości. I to dotyczy wszystkich pokoleń. Utrwalił mi się obraz ciżby przedstawionej w Pokoleniu Ikea, pracującej w biurze open space, która szybko przekazywała między sobą „niusy” (staram się być wierny korporacyjnej nowomowie) nabyte z serwisów plotkarskich.

Kultura wyższa wypierana jest przez dziennikarską padlinę. Nawet nie obserwujemy tego procesu, my się mu po prostu poddajemy.

Podobno „nadzieja uczy czekać pomalutku”. Z nadzieją na zmianę, „oddaję głos” Mattowi Olechowi, YouTuberowi z Kamienia Pomorskiego o ponad stutysięcznej widowni, który ze swojej perspektywy opisze problem oraz cierpliwie dokończy mój wywód.

 

Matt: Każdy z nas prawdopodobnie miał sytuację, w której zastanawiał się, czy przypadkiem nie zgubił się na YouTube? Największy szok przeżywamy, gdy widzimy po milion odsłon pod filmem mimo jego niskiej jakości merytorycznej. I nie chodzi tutaj o to, by każdy film kręcił Wajda, występował w nich wykształcony i poukładany człowiek, a na planie było 20 osób, które będą czuwać nad makijażem, oświetleniem i ruchem kamery. Chodzi tutaj głównie o to, że jako twórcy jesteśmy zobowiązani tworzyć treści komuś przydatne. Często niestety natrafiam na filmy, w których youtuberzy tworzą treści zbędne komukolwiek (poza nimi samymi).

No właśnie! Twórca, a youtuber? Zapewne interesuje Cię, jaki jest dla mnie wyznacznik tych dwóch pojęć. Dla mnie youtuber to człowiek, który po prostu nagrywa filmy bez przemyślenia, zaś twórca – wie dokładnie, co widz ma czuć po obejrzeniu odcinka. Wie, jaką ma misję i co chce zrobić.

Misją może być chęć rozbawienia widza – i jeśli filmy są na prawdę zabawne – zrobi to. Gorzej, jeśli za wszelką cenę wrzuca w co drugie słowo wulgaryzm i promuje tym samym zły model zachowań dla młodego pokolenia. Tak bardzo łatwo się wybić, ale… czy to jest wartościowe w jakiś sposób? Czy młodzi ludzie nauczą się czegokolwiek od takiego człowieka? Odpowiedz sobie sam, drogi Czytelniku.  Jeśli twórca nie posiada misji, nie przygotowuje się merytorycznie do nagrań – wtedy jest tylko youtuberem. Może jednak warto zostać twórcą?

 

Z pewnością warto zostać twórcą. Chciałbym jeszcze dodać, że mile widziane jest zostanie widzem, a nie tylko statystyką. Widzem, czyli wedle mojej definicji, osobą, śledzącą twórców. Tych, o których wspomniał Matt.

Nawiązując do aforyzmu Księdza Twardowskiego, cierpliwie czekajmy na zmiany. Wierzę, że regres treści dostępnych w internecie jest tylko chwilowy, a my, świadomie będziemy „pomalutku” zwiększać stosunek „fajnego” do „niefajnego”, pasji do pieniędzy.

Dodaj komentarz

Najpopularniejsze

Wszystko o polskiej scenie YouTube.

© 2016 - vStars.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone. Sekretarz redakcji - Ksawery Tyzo.

To Top