Wywiady

Otumaniona armia czy świadoma widownia? Fanggotten o samodzielnym myśleniu

Fanggotten

„Chciałbym, żeby youtuberzy częściej promowali myślenie za siebie…”

Fanggotten w jednym ze swoich vlogów wyraźnie zaznaczył, że zależy mu na samodzielnym myśleniu jego widowni. Umiejętnie przedstawił własne stanowisko wobec materiału Włodka Markowicza i jednocześnie zachęcił do dyskusji na poziomie. Mnie również „(Nie)szczęście częścią lifestylu” skłoniło do rozmyślania nad poruszonymi kwestiami. Wysnułam pewne wnioski, których nie omieszkałam naskrobać w komentarzu. Bardzo mnie cieszy, że pojawiają się jeszcze twórcy, którzy swój posłuch wykorzystują w rozsądny sposób. Cała ta refleksja Adama pchnęła mnie do poszerzenia tematu chłonięcia podstawianych sądów bez weryfikacji w rozmowie z nim. Chodzi po prostu o brak samodzielnego myślenia, który wydaje się pojawiać coraz częściej, szczególnie tu, w sieci. Zapraszam do przeczytania naszych dywagacji.

Joanna Mydlikowska: Twój film miał być bodźcem do dyskusji, wymiany poglądów. Uruchomiłeś proces myślenia zarówno u zwolenników materiałów pokroju „Maniego”, jak i sceptyków, uważających je za bezsensowną i oczywistą gadaninę. Według moich obserwacji vlogosfera jest bogatsza raczej w opinie z asekuranckim ale to tylko moje zdanie, aniżeli w takie „stymulanty” ludzkich poglądów. Nie uważasz, że powinno pojawiać się ich więcej? Armia zgadzająca się ze zdaniem youtubera to bardziej kusząca propozycja niż samodzielnie myśląca widownia?

Adam „Fanggotten” Wawrzyński: Myślę, że zwrot podkreślający własną opinię jest i tak w większości przypadków niepotrzebny, bo niewiele on zmienia. Równie dobrze mogłoby go nie być, bo oprócz chronienia swojego dupska i bycia desperacką zasłoną przed ewentualną próbą podważenia tego, co mówi autor, ma w lwiej części przypadków niewiele innych funkcji. Tworząc na ogół luźne vlogi, niemalże wszystko, co mówimy, jest subiektywne, więc raczej w domyśle panuje zasada, że to, co się mówi, to punkt widzenia autora, chyba że sygnalizuje coś innego. Chciałbym, żeby youtuberzy częściej promowali myślenie za siebie, ale, jak słusznie zauważyłaś, może to być trochę niewygodne. Taki świadomy odbiorca zapewne częściej się nie zgodzi, częściej coś podważy. Prawdopodobnie trudniej będzie mu coś sprzedać czy zachęcić go do spełnienia naszej woli. C’mon, to oddala od możliwości posiadania własnej armii.

Rzeczywiście, wychodzi na to, że takie posunięcia twórców są stosunkowo odważne. Na chwilę obecną YouTube ma znaczny wpływ opiniotwórczy na nasze społeczeństwo i nadal się on zwiększa. Vlogerzy są autorytetami, mogą nawet nieświadomie wykreować w kimś określone podejście do danej sprawy. A ludzie są naprawdę podatni. Łykają niczym pelikany śliwki nawet totalne głupoty, które w zamyśle miały być żartem. Aż strach używać ironii, bo wszystko jest brane na poważnie. Nikt nie zagląda pod tackę, bierze to, co ma na niej podane – bez pytań, bez zastanowienia i dociekliwości. Masz swoją sprecyzowaną teorię, czym to może być spowodowane? Uważasz, że jest w tym wina twórców, mediów?

Media i ich odbiorcy żyją w pewnej ścisłej korelacji. Jest taka teoria, że to nie media, wbrew obiegowej opinii, kształtują społeczeństwo, tylko wręcz odwrotnie. Mamy takie media, jakie sobie stworzyliśmy. Głosujemy naszą uwagą i zaangażowaniem. Nie byłoby mediów, gdyby nie było odbiorców, a gdyby nie media, nie byłoby odbiorcy mediów. To nie jest tak, że pełna odpowiedzialność spoczywa tylko i wyłącznie na twórcy. Setki tysięcy wyświetleń pod filmami, które w moim przeświadczeniu nie zasługują nawet na połowę tego feedbacku, oznaczają, że są ludzie, którzy chcą to oglądać. Wiesz, ciężko YouTube’a rozpatrywać pod kątem kultury wysokiej czy kultury popularnej, to wszystko jest raczej kulturą masową, ale tak już jest, że największą popularnością cieszą się zazwyczaj rzeczy kontrowersyjne, nieskomplikowane w swym przekazie, uniwersalne w odbiorze. Takie rzeczy, które niewiele wymagają od odbiorcy (np. wiedzy na dany temat). Samo ironizowanie wszystkiego, co się da i odpowiedzialność twórcza to dwa bardzo rozległe wątki. Zwłaszcza ten drugi jest bardzo niejednoznaczny i ciężko znaleźć odpowiedź na to, jakie powinny być granice. Kiedy możemy założyć, że odbiorca zrozumie clue tego, co chcemy powiedzieć, nawet jeśli nie mówimy tego wprost? Kiedy powinniśmy bezwzględnie zastanawiać się nad konsekwencjami, a kiedy można trochę odpuścić? Takich pytań jest masa. Ja akurat często zdaję się na intuicję.

W takim razie chyba masz nieźle sprawującą się intuicję. Czyli umiejętność rozpatrywania odbieranych treści zależy przede wszystkim od nas samych, różnych czynników nas kształtujących, włączając w to media. Co więc, jeśli jakaś osoba po prostu nie myśli samodzielnie? Mogło się przecież tak zdarzyć, że puściła mimo uszu Twoje przypomnienia i usłyszała tylko to, co chciała. Da się jeszcze zmienić podejście takich ludzi? Pozostaną na zawsze otumanieni, powielający zasłyszane frazesy, niepotrafiący poukładać sobie w głowie własnej opinii czy można temu jeszcze jakoś zaradzić, przeciwdziałać? Nie okaże się, że jakakolwiek kampania będzie bezskuteczna, podobnie jak te antyhate?

Jeśli ktoś nie myśli samodzielnie (bo być może tak jest mu wygodniej, nie wymaga to od niego prawie żadnego wysiłku) i nie bardzo pali się do tego, by cokolwiek z tym zrobić, to ja nie zamierzam strzelać do niego armatami, rzucać kamieniami i szturchać tylko po to, by to zmienić. Jeśli ktoś ignoruje moje słowa, to sorry,ale to tylko i wyłącznie jego problem. Bardzo nie lubię bycia inwazyjnym, każdy wybiera swoją drogę. Nie jestem wojownikiem oświecającym ciemny lud. Mój optymistyczny scenariusz wcale nie wygląda tak, że ktoś po obejrzeniu takiej treści mistycznie ocknie się z wielkiego snu, wkoło będą fajerwerki, a z nieba zstąpi anioł, który triumfalnie zakomunikuje mu zyskanie magicznej autonomii w myśleniu. Chodzi raczej o zastanowienie się nad tym, jaki wpływ mają na nas treści, które konsumujemy. Jak duży jest to wpływ? Czy zmienia nasze zachowanie? Czy jest to dobra czy zła zmiana? Nie mam pojęcia o realnej skuteczności kampanii społecznych, ale mam świadomość, że często efekt jest odwrotny do zamierzonego – czy to ze względu na biedną, nieadekwatną i spłyconą formę, czy treść, która nie ma szans czegokolwiek zmienić. Taki hejt w internecie to mega złożony temat, wymagający intensywnego wgryzienia się w zagadnienie, naturalne środowisko internautów, osób hejtujących i hejtowanych, a także dobrej intuicji, znajomości ludzkiej psychiki i zachowań. Nie wystarczy rzucanie truizmami w stylu weź nie bądź niemiły, bo to nieuprzejme i ktoś się źle poczuje. Uważam, że zajebiście dobre rozwiązanie przedstawił w tej sprawie Rafał Masny na swoim kanale TO JUŻ Jutro. Ludzie powinni być zażenowani hejterami, banować, dusić w zarodku i nie wchodzić w dyskusję, a nie mówić, że tak nie wolno. Zażenowanie to dobre narzędzie kontroli społecznej.

Właśnie ten film Masnego siedział mi z tyłu głowy, gdy wspomniałam o bezsensie takich działań, także podzielam Twoje zdanie. A wracając do tych naszych lemingów – ciekawi mnie ich podejście do literatury czy poezji. Jak dla mnie internet to środowisko na tyle przepełnione informacjami, że niektórzy użytkownicy nie potrafią już ich do końca filtrować. To może się przyczyniać do zatracania odruchu poddawania w wątpliwość zasłyszanych sądów. Ale poza siecią? Nie wszystko, co napisał Mickiewicz czy Słowacki to święta prawda. Reakcje na tego typu treści są dla nas mniej widoczne, bo poza szkołą, niestety, nieczęsto się o tym rozmawia. Jak myślisz, skoro ktoś nie potrafi być sceptyczny do zdania ulubionego youtubera czy znanej gazety, to czy będzie potrafił podważyć słowa wielkiego poety?

Uczniowie i tak bardzo mało czytają, przynajmniej takie są moje obserwacje z liceum, więc pewnie nawet nie mamy o czym mówić. Ciężko też jakoś realnie polemizować z autorami, o których wspominasz, bo żyli i tworzyli w zupełnie innym kontekście historycznym, w innej rzeczywistości, ale dzięki temu mamy jakiś obraz tamtych czasów. Nie wiem, czy nie ma w tym generalizacji, ale coś mi podpowiada, że osoby te raczej nie zastanawiały się za bardzo nad sensem tej twórczości. Po prostu trzeba przez to przebrnąć i tyle. Sam jednak całkowicie rozumiem, jeśli ktoś się w niej nie zakochał, też nie jestem jej fanem, ale to chyba głównie przez formę i język, które okazują się w wielu przypadkach barierą. No, ale za kompletnym wywaleniem „wieszczów” z kanonu lektur również nie jestem.

No tak, pewnie nie każdemu przy czytaniu lektur towarzyszą życiowe rozkminy. A szkoda, bo to jednak nasza spuścizna zawierająca wiele uniwersalnych prawd, ale też typowo subiektywnych stwierdzeń, które właśnie miałam na myśli. Tak czy siak, często to wszystko ma charakter moralizatorski. Tak przecież bywa i z dzisiejszymi tworami, nie tylko literackimi. Powiedzmy, że ktoś wdraża swoim odbiorcom względnie dobre, poprawne, moralne poglądy. Świadomie posługuje się perswazją. Czy w takim przypadku ta ślepota może być korzystna dla społeczeństwa? W końcu ludzie pójdą jak owieczki, ale w dobrą stronę.

Wciąż jestem przeciwny ślepemu podążaniu za czymkolwiek i traktowaniu swoich odbiorców jak narzędzie do realizowania swoich czy cudzych potrzeb, nawet mając na uwadze to „względne dobro”, o którym mówiłaś. Myślę, że po prostu lepiej będzie, jeśli ludzie sami dojdą do tego, co słuszne, w konfrontacji z moimi poglądami. Nie do końca wiem też, czym jest poprawny pogląd. Brzmi mi to w każdym razie jak ograniczenie. Dobro jest dość mocno subiektywne.

Istnieje pewne dobro obiektywne, ale rzeczywiście, to świadome kierowanie się wartościami brzmi bardziej cywilizowanie. Cieszę się, że mogliśmy wspólnie pokontemplować. Myślę, że Twoja opinia wzbogaci nie tylko mój światopogląd, ale też wszystkich myślących samodzielnie. Oby takich było jak najwięcej. Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować za rozmowę i życzyć pomyślności. Robisz świetną robotę, i w moim mniemaniu trochę jednak jesteś tym wojownikiem oświecającym ciemny lud – co prawda nieumyślnie i bez ciężkiej artylerii, ale to nawet lepiej. Będąc sobą i intuicyjnie podtrzymując rozsądek swoich obserwatorów, jesteś w tym bardzo skuteczny. Tak trzymaj! Jeszcze raz dzięki za wywiad.

Było bardzo miło, dzięki!

 

Dodaj komentarz

Najpopularniejsze

Wszystko o polskiej scenie YouTube.

© 2016 - vStars.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone. Sekretarz redakcji - Ksawery Tyzo.

To Top